MODUŁ 0 - Przygotowanie do startu! 3... 2... 1...
MODUŁ 1 – Czy WordPress jest w ogóle dla mnie?
MODUŁ 2 - MYŚLENIE, czyli szykujemy się do starcia! ;)
MODUŁ 3 – Ogarniamy DZIAŁKĘ i tabliczkę z adresem
MODUŁ 4 – Działka jest. Czas na DOM, drzewo i…
MODUŁ 5 – Dodajemy TREŚCI, czyli niech wreszcie coś zacznie się dziać
MODUŁ 6 - BACKUPUJEMY, ZANIM ZEZPSUJEMY ;)
MODUŁ 7 - MOTYWY, CZYLI PEŁEN MAKE-UP DLA STRONY

6.6. Nie gmerać na produkcji! Czyli dwa słowa o stejdżu

Nie bez powodu kwestię backupów wyciągnęłam blisko początku prawdziwych zabaw z WordPressem 🙂

Wiem, że w momencie, w którym zaczyna się akcja z motywami, czyli de facto wyglądem bloga, oraz z wtyczkami, które zapewnią stronie dodatkowe wodotryski na szczycie fontann 🦄, zaczną się też w Waszych witrynach takie rewolucje, że Wiosna Ludów to przy tym pikuś 😉

Warto mieć do czego wracać, jakby się coś sypnęło przy tych rozrywkach na poważnie 🙂 Stąd intensywne lekcje o kopiach zapasowych, które i tak wiem, że nikogo nie obejdą póki coś się nie schrzani 😉 (życie! przecież ja wiem, jak jest 😃)

📌 Ale tak naprawdę jeszcze ważniejszą zasadą, niż mieć przed wielkimi remontami działającą kopię zapasową na wszelki wypadek, jest: nie robić remontu od razu w salonie.

Jeśli uczymy się dopiero kafelkować, jeśli mażemy ściany próbkami farb, żeby obadać kolor, jeśli trzy razy kujemy instalację elektryczną, a potem ją przykrywamy tynkiem od nowa, to nie róbmy tego w najbardziej eksponowanym pomieszczeniu.
Próby i naukę zacznijmy może na początek w piwnicy.
I to u sąsiada 😉

A teraz tak całkiem na serio i wielkimi literami, bo to jest NAPRAWDĘ WAŻNE.

⬇️⬇️⬇️ Naprawdę ważna rzecz ⬇️⬇️⬇️

Nie robimy żadnych próbek, wprawek, sprawdzania wtyczek i motywów na produkcji, czyli na stronie, którą potem dajemy do dyspozycji czytelnikom i Klientom. Po prostu na ten naszej zasadniczej stronie, którą teraz produkujemy.

⬆️⬆️⬆️ Naprawdę ważna rzecz ⬆️⬆️⬆️

😇😂😎

I nie chodzi o to, że będą widzieć jak tam ciągle gmeracie i strona raz umiera, a raz powstaje z martwych, bo przecież mamy ją ukrytą za zaślepką.

Chodzi o to, że szczątki tych zmian na zawsze już pozostaną jako składowisko śmieci na Waszej stronie – wśród plików, w bazie danych…

Przyrzekam, że jeśli mogłabym mieć tamte lata a ten rozum i miałabym wybrać jedną rzecz, której mogłabym się dowiedzieć zanim sama do tego doszłam, gdybym miała usłyszeć tylko jedną złotą radę, to nie byłoby nawet o backupach, ale właśnie to – nie prowadzić żadnych eksperymentów na produkcji, czyli na docelowej stronie, na którą wpuszczam ludzi.

Moja najstarsza strona, czyli marisella.pl, ma już kilkanaście lat. Nie jestem w stanie nawet zliczyć ile motywów na niej testowałam bezmyślnie, ile wtyczek instalowałam i wywalałam, a Wy za to nie jesteście sobie w stanie wyobrazić, jaki mam przez to na tej stronie syf.
Szczerze mówię jak jest.

Tego nie widać może na pierwszy rzut oka na zewnątrz, ale pod podszewką? Totalny burdel, który kiedyś będę musiała uprzątnąć i wypić piwo, którego sobie z niewiedzy nawarzyłam 🤢 (najprawdopodobniej kompletnie stawiając kiedyś tę stronę od nowa)

Jakieś bardzo kiepskie wtyczki do tworzenia galerii zdjęć utworzyły w bazie danych dziesiątki tabel, które tam zostały i nie do końca można mieć pewność, że wystarczy je po prostu usunąć, bo w bazie danych jedne elementy są od drugich zależne i wszystko może umrzyć od nieprzemyślanych ruchów 😉

O bałaganie w plikach, pustych katalogach i innych takich to już nawet nie wspominam.

⁉️ Skąd się bierze ten bałagan?

Teoretycznie wtyczki, które instalujecie na stronie, podobnie jak motywy, po dezaktywacji i usunięciu powinny po sobie sprzątać, to znaczy usunąć z WordPressa wszystko, co same utworzyły. Zostawić po sobie taki stan, jaki zastały zanim się wprowadziły.

Niestety nie zawsze tak jest.

Wtyczki są lepsze lub gorsze, bo niestety nie każda wtyczka jest dobrze napisana, ale że któraś zostawiła po sobie bajzel dowiemy się niestety po fakcie, bo nikt się tym w opisie wtyczki nie chwali.

Nie wierzycie?

Jeśli chcecie, zróbcie eksperyment i dezaktywujcie, a potem całkiem usuńcie wtyczkę WP Maintenance Mode & Coming Soon, za pomocą której tworzyliśmy zaślepkę.
Teoretycznie wszystkie jej dane powinny zniknąć z plików i bazy danych. Ale gdy zainstalujecie ją ponownie i wejdziecie w jej ustawienia, zobaczycie takie, jakie w niej zostawiliście. To są dane przechowywane w bazie danych – gdyby zostały usunięte wraz z wtyczką, po ponownej instalacji trzeba by ustawiać wszystko totalnie od nowa, jak za pierwszym razem.

No właśnie, ale tak nie jest. Te dane zostały mimo usunięcia wtyki.

To akurat pół biedy i nawet na plus – tej wtyczki używa się czasem w trakcie życia strony, więc nie trzeba wszystkiego na nowo kwadrans ustawiać, gdy się chce na godzinę wyłączyć widoczność witryny.

Ale pomyślcie, jaka sieczka zostanie w Waszej bazie i plikach, gdy już przetestujecie 20-30 motywów (a to naprawdę nie jest jakieś kuriozum tylko raczej norma) i z 50-100 potężnych wtyczek, bo nieraz trzeba przetestować do jednej funkcji kilka, żeby znaleźć tę najlepszą.

Te śmieci to taka WordPressowa łyżka dziegciu w beczce miodu.

Dlatego ostateczną naszą stronę traktujemy jako świętość i wprowadzamy na nią dopiero te docelowe rozwiązania, które postanowiliśmy zastosować w toku eksperymentów przeprowadzanych gdzie indziej na brudno 🙂

❓ Eksperymentować gdzie indziej – czyli niby gdzie?

A pamiętacie, jak na pierwszym lajwie przebąkiwałam (w toku naszych luźnych rozmów o hostingach do wyboru), że wprawdzie jeden WordPress to jedna baza danych, ale warto wybrać sobie taki hosting, który pozwoli nam utworzyć dwie bazy?

No to już wiecie, że układ tego kursidła nie tworzy się na bieżąco, tylko naprawdę myślę kapkę do przodu i wtedy miałam na myśli to, o czym powiem teraz 😉

Bo ta druga baza danych, którą warto mieć możliwość utworzyć, to właśnie po to, żeby móc ukleić sobie takiego WordPressa na brudno, do testów.

Czyli założenie jest takie, że:

1) pod naszą domeną, którą pokazujemy czytelnikom i Klientom, mamy stronę docelową, i ona już działa, czyli mówi się, że jest na produkcji/stroną produkcyjną. Nie prowadzimy tam prób i eksperymentów.

To może ciut mało intuicyjne, bo dla mnie tak na chłopski rozum jak coś jest na produkcji to znaczy że dopiero się tworzy, a nie że jest gotowe, ale jest jak jest. Jeśli kiedyś będziecie zgłaszać się do supportu jakiejś wtyczki lub motywu, to pewno też poproszą Was o informację, czy strona jest in development (czyli dopiero się tworzy i nikt jej nie widzi, hulaj dusza – piekła nie ma) czy in production (czyli już działa i trzeba się poruszać ostrożnie, żeby nam nie napsuć).

2) ale mamy też stronę na brudno, czyli tak zwaną staging site, w skrócie i potocznie zwaną czasem stejdżem, która jest kopią 1:1 naszej strony z produkcji (tej pokazywanej publicznie), a na której dokonujemy wszelkich eksperymentów i innych działań, o których możemy podejrzewać, że niekoniecznie skończą się dobrze 😉 Obejmuje to:

➡️ poszukiwania idealnego motywu – szukamy, ustawiamy, próbujemy, gmeramy, modyfikujemy na stejdżu, a gdy już się zdecydujemy na finalną wersję – odtwarzamy ją (i tylko ją, już bez eksperymentów pośrednich 😃) na produkcji

➡️ poszukiwania idealnej wtyczki – być może zainstalujesz dziesięć wtyczek do slajdera albo pięć do formularza kontaktowego zanim znajdziesz swoje ideały, ale na produkcji instalujesz już tylko ten dziesiąty slajder i piąty formularz kontaktowy

➡️ duże aktualizacje – o aktualizacjach kiedyś zrobię jeszcze osobną lekcjo-pogadankę, bo to wbrew pozorom ciekawy temat i wiele mitów wokół niego narosło (np. taki, że trzeba je robić wszystkie od razu i na bieżąco), ale ogólnie – jeśli aktualizacja jest malutka i zmienia tylko jakąś pierdołę (da się to sprawdzić w dzienniku zmian, czyli tzw. changelogu wtyczki czy motywu), np. wyświetlanie ikonek, to można aktualizować na produkcji, bo szansa, że coś się sypnie jest bliska zeru. Ale jeśli aktualizujemy główne wersje ważnych wtyczek albo samego WP, nie daj borze szumiący pierwszy raz od pięciu lat, warto najpierw przeprowadzić je na stejdżu, czyli tej kopii naszej prawdziwej strony, a dopiero potem – jeśli wszystko poszło OK, aktualizować na produkcji, czyli tej prawdziwej stronie dla czytelników i Klientów 🙂
A dla świętego spokoju i dobrego nawyku to można wszystkie aktualizacje najpierw robić na stejdżu, a potem na produkcji, zamiast szperać w changelogach, czy to duża aktualizacja czy nie 🙂

➡️ natomiast dodawanie wpisów, stron czy edycja menu to nie są zmiany, które coś mogą popsuć, więc nie musimy ich testować na stejdżu, można działać od razu na czysto 🙂

Wiec kopia zapasowa – owszem, ona nam daje poczucie spokoju, że jak coś pierdutnie, to szybko podniesiemy, ale w pierwszej kolejności trzeba po prostu materiały wybuchowe sprawdzać u sąsiada, a nie u siebie 😉

Posiadanie stejdża, tak poza tym, jest też w pewien sposób jak posiadanie kolejnej kopii zapasowej, no bo z założenia stejdż jest właśnie kopią 1:1 naszej strony. Wprawdzie kopią na tym samym serwerze, więc na jedyną kopię to za mało, ale na dodatkową – w sam raz 🙂

❓ Co potem z tym zabałaganionym stejdżem?

Jeśli namieszam sobie w tym stejdżu tak że nie będę wstanie na niego patrzeć 😂 to czy mogę go usunąć kiedy zechcę i utworzyć nowy? I zacząć mieszanie na nim od nowa? (pytanie Agnieszki z pierwszej edycji kursu)

Dokładnie tak!

Właśnie po to on jest – żeby tam sobie robić na luzie kipisz i testować najróżniejsze dziwne pomysły, a jak zajdziemy z nimi już tak daleko, że będzie trzeba od świata parawanem osłaniać komputer, to po prostu bez żalu jednym ruchem myszki takiego stejdża usuwamy i po chaosie nie ma śladu.

Po czym stawiamy sobie w dwie sekundy nowego, czyściutkiego, i zaczynamy zabawę oraz całe bałaganienie od nowa, bez żadnych konsekwencji.

Po prostu to tak jakby pisać sobie opowiadanie albo rysować portret – jeśli w zmianach koncepcji albo kreski zajdziemy tak daleko, że nie da się tych kartek uratować, to wyrywamy, wrzucamy do kosza i na czystych zaczynamy jeszcze raz. Bez stresu, że to było coś cennego i stracimy tyle wcześniejszej pracy.

Wcześniejsza praca leży sobie obok bezpieczna i nieruszana 🙂

Jak stworzyć takiego stejdża dla WordPressa?

OK, ale ja dopiero zainstalowałam jednego WordPressa… Jak mam zainstalować drugiego, i to identycznego?

A bardzo prosto i dla większości osób – jednym kliknięciem 🙂

Ale o tym w następnej lekcji 🙂

Masz pytanie do tej lekcji? Kliknij tutaj, aby je zadać :)

Napisz pytanie lub komentarz:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry